Zobacz wszytkie serwisy JOE.pl
blogiblog4u.pl blogiblogasek.pl katalog stronwjo.pl avataryavatary.ork.pl czcionkiczcionki.joe.pl aliasydai.pl, ork.pl, j6.pl tapety tapety.joe.pl obrazkiobrazki na NK
Online: ---
zdrowie i choroby
Szanowny Użytkowniku,
Zanim klikniesz 'Przejdź do serwisu', prosimy o przeczytanie tej informacji.
Zgodnie z art. 13 ust. 1 ogólnego rozporządzenia o ochronie danych osobowych z dnia 27 kwietnia 2016 r. (RODO), informujemy, iż Państwa dane osobowe zawarte w plikach cookies są przetwarzane w celu i zakresie niezbędnym do udostępniania niektórych funkcjonalności serwisu. W przypadku braku zgody na takie przetwarzanie prosimy o zmianę ustawień w stosowanej przez Państwa przeglądarce internetowej.
Administratorem Pani/Pana danych osobowych jest GO-MEDIA, z siedzibą ul. Stanisława Betleja 12 lok 10, 35-303 Rzeszów, VAT-ID: PL792-209-42-66.
Podanie danych jest dobrowolne ale niezbędne w celu świadczenia spersonalizowanej reklamy oraz dostępu do niektórych funkcjonalności serwisu.
Posiada Pani/Pan prawo dostępu do treści swoich danych i ich sprostowania, usunięcia, ograniczenia przetwarzania, prawo do przenoszenia danych, prawo do cofnięcia zgody w dowolnym momencie bez wpływu na zgodność z prawem przetwarzania, wszelkie wnioski dotyczące wskazanych powyżej praw prosimy kierować na adres email: gomedia@interia.pl.
dane mogą być udostępniane przez Administratora podmiotom: Netsprint S.A., Google LLC, Stroer Digital Operations sp. z o.o., w celu prowadzenia spersonalizowanej reklamy oraz dostępu do niektórych funkcjonalności serwisu.
podane dane będą przetwarzane na podstawie zgody tj. art. 6 ust. 1 pkt i zgodnie z treścią ogólnego rozporządzenia o ochronie danych.
dane osobowe będą przechowywane do czasu cofnięcia zgody.
ma Pan/Pani prawo wniesienia skargi do GIODO gdy uzna Pani/Pan, iż przetwarzanie danych osobowych Pani/Pana dotyczących narusza przepisy ogólnego rozporządzenia o ochronie danych osobowych z dnia 27 kwietnia 2016 r.
klikmapa.pl
Blog nie aktywny. Dodaj notkę aby usunąć tą informację oraz reklamy w treści bloga
&#8222;Normalnie Armagedon, ostateczna zagłada!&#8221; <--Silhouette-->

„Normalnie Armagedon, ostateczna zagłada!”


tjaaa. po dłuższym czasie dodaję nową notkę... dla tej garstki z Was ;* albo i dla samej siebie. notka niestety bez zachwytów i tak skróciłam ją o refleksje Carol i chyba je wrzucę do następnej ;d .. to jedna z niewielu takich notek, więc mam nadzieję, że jakos przetrwamy ;d

14. „Normalnie Armagedon, ostateczna zagłada!”
Drzwi zamknęły się za mną z naprawdę przenikliwym trzaskiem. Zimne powietrze od razu dmuchnęło mi w twarz i przebiegło po odsłoniętych ramionach – bluza została, przewieszona jak gdyby nigdy nic przez krzesło w kuchni. Ruszyłam szybkim krokiem, wpychając ręce do kieszeni i przymykając oczy. Szłam byle gdzie, chyląc głowę coraz niżej i co chwila ślizgając się na zimnym piasku. Miałam ochotę wrzeszczeć ze złości, a najlepiej zawrócić się do domku i rozprawić z tym idiotą. Odeszłam spory kawałek w stronę części wyspy gęsto pokrytej chaszczami i usiadłam ciężko na plaży. Byłam wściekła, po prostu najzwyczajniej w świecie wściekła! Roznosiło mnie. A już było zupełnie nieźle! Już byłam w stanie przyznać, że czasem jest nawet podobny do normalnego człowieka… Ehe. Właśnie to udowodnił. Dlaczego on tak na mnie działa?! No dlaczego… ?
Zdołałam jakoś wewnętrznie ochłonąć, zanim zamarzłam do końca. Pędem wróciłam do chaty. Kaulitz siedział po turecku na fotelu i bazgrał coś po kartce, którą trzymał na kolanach. Kiedy weszłam, spojrzał na mnie i już otwierał usta żeby coś powiedzieć, ale posłałam mu piorunujące spojrzenie, po którym natychmiast zwątpił i spuścił wzrok na zapiski. Od razu ruszyłam do łazienki i zrzuciłam z siebie ciuchy, by po chwili zanurzyć się w gorącym, parującym strumieniu wody. Krople ciężko spływały po lekko opalonych na ‘raczka’ ramionach, zabierając ze sobą troski i negatywne uczucia zaprzątające mi głowę, a obłoki pary unoszące się w łazience skłębiały się coraz mocniej. Mocniej do tego stopnia, że w końcu zasłabłam od wdychania tych gorących oparów. No… i zemdlałam.

Ocknęłam się okropnie wystraszona i trochę obolała, nie bardzo zdając sobie sprawę z tego co się stało. Po chwili doszło do mnie, że miałam sporo szczęścia i osunęłam się po kafelkowej ścianie – w przeciwnym wypadku byłyby to rozsuwane drzwi kabiny prysznicowej, a więc prawdopodobnie rozbita głowa po lądowaniu na kafelkach. Zdołałam się otrząsnąć, zakręciłam kurki z wodą i dopiero wtedy usłyszałam, że ktoś dobija się do drzwi i ze strachem w głosie coś krzyczy. Wyszłam spod prysznica na miękkich jeszcze nogach, owinęłam się pospiesznie ręcznikiem i otworzyłam drzwi. Nagły dopływ czystego powietrza sprawił, że znowu bezwładnie osunęłam się na podłogę, a raczej prosto w objęcia zdziwionego Kaulitza, który zdążył mnie złapać i podtrzymać w pionowej pozycji. Chłopak, nie wypuszczając mnie z uścisku, zajrzał w głąb pomieszczenia ale zaraz się cofnął z wystraszoną miną.
- Nie wiem co chciałaś sobie zrobić, ale chyba prawie Ci się udało.- mruknął, łapiąc mnie mocniej i bardzo dosłownie ‘prowadząc’ w stronę największego pokoju.
Posadził mnie na łóżku, pomógł oprzeć się o poduszki i z surową miną zakazał mi się ruszać z miejsca. Zawstydzona i wciąż dziwnie osłabiona mogłam tylko patrzeć jak znika w drzwiach łazienki. Chwilę później usłyszałam jak otwiera okno, coś przestawia, z cichym trzaskiem zamyka drzwiczki półek. Korzystając z okazji chciałam się pospiesznie ubrać, żeby już więcej nie paradować przed nim w samym ręczniku, ale zanim zdążyłam wyjąc ubrania z szafy, Kaulitz wrócił już do pokoju i patrzył na mnie z dziwną miną.
- Miałaś się nie ruszać. – powiedział stanowczo, choć w jego głosie wyczułam bardzo nikłą nutę… troski.
- Bo co, przywiążesz mnie do łóżka? – warknęłam niezadowolona, ale usadowiłam się z powrotem na posłaniu, starannie poprawiając ręcznik.
- Kusząca propozycja, ale raczej nie skorzystam. – odciął się i usiadł naprzeciwko mnie. – Nic sobie nie zrobiłaś? – złapał mnie za rękę i obejrzał ją dokładnie.
Delikatne wyciągnęłam dłoń z jego uścisku i spojrzałam mu w oczy.

- Nic mi nie jest. Nie musisz udawać, że się o mnie troszczysz. Miałam gorsze wypadki niż omdlenie pod prysznicem i – ku Twojemu rozczarowaniu - jeszcze żyję. Poradzę sobie. – wstałam i na dowód swoich słów, ruszyłam z powrotem w stronę łazienki.
Niestety jeszcze nie całkiem doszłam do siebie i znów się zachwiałam, a czarnowłosy znowu wykazał się niezwykłym refleksem i zdążył zareagować.
- Ubierz się tutaj. – powiedział pomagając mi usiąść i ruszył w stronę drzwi.
Jego szczupła dłoń zacisnęła się na klamce, ale wtedy jakby się zawahał.
- Będę dziś spał na fotelu.- powiedział nie odwracając się, a potem wyszedł, wpuszczając do wnętrza domku podmuchy zimnego wiatru.
A ja, przez bardzo krótką chwilę, tak bardzo chciałam go zatrzymać.

No więc wróciliśmy. Te dwa cholerne dni miałam już za sobą. Najstraszniejsze, najbardziej męczące, najokropniejsze dni mojego… nie wiem kogo próbowałam oszukać, ale samej siebie z pewnością mi się nie udało. I choć bardzo trudno było mi przyznać się przed samą sobą, że na pewno nie były najgorszymi w moim życiu… wolałam się przy tym upierać. Choćby na użytek tego, żeby innych przekonywać, że z całą pewnością były to najgorsze dni roku. Co ja mówię, roku… najgorsze dwa dni tego stulecia. Dla całego świata! Tak jakby zamknięcie mnie i jego na jednej, zupełnie pustej wysepce, w jednym malutkim domku z jednym dwuosobowym łóżkiem było jak istny kataklizm. Normalnie Armagedon, ostateczna zagłada.
No więc wróciliśmy. Zawody dobiegły końca, a ja dopiero teraz zdałam sobie sprawę, jak bardzo żenujące i kłopotliwe było całe to przedsięwzięcie. Nie mogłam zrozumieć dlaczego Zarząd wpadł na tak genialny pomysł, dopóki nie ogłoszono wyników. Dopóki nie rozstrzygnięto, że nasza drużyna wygrała. I dopóki nie usłyszałam, że nigdzie nie pojadę.

To znaczy, nie tak do końca nigdzie. Po prostu miałam dojechać do reszty po dwóch dniach, które musiałam odrobić w pracy za ten jakże ekskluzywny i pełen wrażeń słodki wypad we dwoje z Kaulitzem. Właściwie to nic straconego, i tak pozostały mi jeszcze trzy dni, ale… wcale nie miałam ochoty tam jechać. Nie chciałam powtórki z rozrywki, miałam naprawdę dość wrażeń jak na ten miesiąc. Niestety decyzja szefowej to rzecz święta, a rezygnacja z fundowanej przez nią nagrody była dla tej kobiety wręcz obelgą… poza tym jakoś niezręcznie było odmówić. I choć myślałam, że nikt nie może być bardziej oburzony ode mnie, że muszę tam jechać, okazało się, że się mylę. Znalazł się ktoś taki, tylko, że… powód jego oburzenia był dokładnym przeciwieństwem mojego.

- Co?! Ale… przecież to nagroda dla drużyny… nie może tego zrobić!- zająknęła się blondynka i spojrzała na mnie z przejęciem.- Wiesz co.. ja chyba po prostu do niej pójdę i wygarnę jej, że to…
- Daj spokój. Ma rację… przyjadę do Was po dwóch dniach. Damy radę.- obdarzyłam Claudię wymuszonym uśmiechem.- Idę poćwiczyć, mam trochę pomysłów… Baw się dobrze.- cmoknęłam ją w policzek i wyszłam z pokoju, zbiegając szybko po schodach i wpadając do świecącej pustkami Sali baletowej.

Mam trochę pomysłów…? Oh, tak Carol, świetnie. Chyba byś chciała… Prawie zapomniałam o tym, że muszę przygotowywać swój występ. To, co do tej pory udało mi się złożyć może i było niezłe, ale trwało zaledwie kilka minut… Wciąż nie mogłam tego ułożyć w zgraną całość. Kiedy leżałam plackiem na łóżku i w kompletnym letargu marnotrawiłam godzinę za godziną, byłam na siebie wściekła, że nie poświęcam tego czasu na ćwiczenia. Ale kiedy tylko próbowałam się do tego zabrać i zmusić do myślenia, to… Nie potrafiłam niczego. Nie mogłam się skupić, nie mogłam skoordynować ruchów, potykałam się o własne nogi. Jednego wieczoru byłam okropnie zmęczona, choć tak naprawdę niczego nie zrobiłam. Usiadłam wtedy na drewnianej podłodze Sali i zanim zdążyłam pomyśleć o rozciąganiu, myśli popłynęły już własnym tokiem, a ja mogłam się temu tylko poddać. I właśnie wtedy pierwszy raz w swoim życiu pomyślałam, że się wypalam. Nie potrafię nawet stworzyć czegoś, co zadawalałoby mnie samą. Co z tego, że będzie perfekcyjne technicznie, skoro będę miała przyklejony do twarzy sztuczny uśmiech? Skoro zejdę ze sceny, mama mnie przytuli i powie, że byłam doskonała, tata nie powie niczego, bo pewnie go wcale przy tym nie będzie… a ja sama znów uśmiechnę się sztucznie, a kiedy tylko znajdę się sama ze sobą, to wybuchnę płaczem? Wypalam się? Dla tancerza stracenie emocjonalnej więzi nóg z parkietem to najgorszy cios. Nie chcę się stać nijaka, taka jak wszyscy… Po prostu nie mogę na to pozwolić. Tylko, że to niestety nie jest takie proste…

Dębowe drzwi zamknęły się za mną z głuchym trzaskiem. Jeśli koniec to w najlepszym stylu… a poza tym kto powiedział, że koniec nie może być… początkiem?

no to powiadamianko mi już tylko zostało ;d <33 / karoline.


carol 11/03/2009 20:42:30 [Powrót] skomentuj.



no kiedy notka? ; /
Ina. 13/07/2009 10:43:21
| brak www IP: 213.134.178.109

U mnie nowa notka...
Melissa. 19/05/2009 19:27:18
| brak www IP: 83.23.27.198

Bardzo dziękuję, że odwiedziłaś mojego bloga. ;] I dziękuję za miłe słowa. One naprawdę bardzo mnie motywują.
Pozdrawiam. ;]
Melissa. 14/05/2009 19:14:27
| brak www IP: 79.184.180.219

Halo? Ktoś mnie jeszcze pamięta?
[cisza na sali]
No, tak myślałam. Ale nadal jesteś w moich ulubionych, więc... Informuję, że zaczęłam pisać kolejne, czwarte i ostatnie już, opowiadanie o Tokio Hotel.
Cóż. Moją 'karierę' w pisaniu ff TH chciałabym zakończyć czymś lepszym niż poprzednie opowiadanie.
Jedyne co mam do zaoferowania to nowy szablon, nowa fabuła i, myślę, że to moje największe osiągnięcie - nowy styl pisania.

Pozdrawiam.

*tekst kopiowany.*
Melissa. 10/05/2009 21:13:19
| brak www IP: 79.186.33.41

I wreszcie xd
Nie mogłam Cię dodać w tradycyjny sposób.. ^^ Może dlatego, że dopiero przeniosłam się na blog4u i nie umiem..ale co tam xd
jesteś w linkach ;) http://nutte-und-zwillinge.blog4u.pl/

hmmm...dawniej na totgeliebt.mylog.pl
Pisz szybko kochanie! xd
Ina 1/04/2009 17:11:12
| brak www IP: 213.134.178.109

U mnie na blogu [tym o TH] nowa notka.
Zapraszam. ;]
Melissa. 26/03/2009 18:57:16
| brak www IP: 79.186.30.22

Przepraszam, że dopiero teraz, ale brak czasu O.O

Mwhah, Kaulitz bawi sie w miłosiernego Samarytanina... jakie to wzruszające
< złezka > xDDDD
Paulina 15/03/2009 18:34:06
| brak www IP: 77.254.184.45

Ach dziękuję, że mnie dodałaś do fav i, że mnie powiadomiłaś. ^^
Powoli odświeżam swoje informacje na temat tego opowiadania. I generalnie to ono zawsze mi się podobało. xD
Fakt, że gdy tancerz nie potrafi wczuć się w taniec, to już koniec. Znam kilku zawodowych tancerzy, kiedyś sama chodziłam na zajęcia, ale... zakochałam się w gitarze.
Czekam na nowość i pozdrawiam. ^^
Melissa. 13/03/2009 21:57:56
| brak www IP: 79.186.27.124